wtorek, 20 lutego 2018

Lekka jak piórko

Powietrze stoi w miejscu.
Jest dziwnie gęste,
Plącze się między kończynami,
Mogę na nim usiąść.
Wygodnie? Nie nie, to pułapka.
Wdycham je,
I czuję momentalnie
Jakby moje płuca miały peknąć.
Zalega mi w ciele, 
Jak gęsta wydzielina,
Jak sto kilogramowy ciężar,
To więcej waży...
Wchodzi w każdy zakamarek.
Naciska na wnętrzności,
Wydaje się, że zaraz wypłyną,
Niedobrze mi...
Im głębszy wdech,
Tym trudniejszy wydech.
W końcu, ja też stoję w miejscu,
Stoję, w przenośni,
Bo tak naprawdę nie stoję.
Latam!

poniedziałek, 19 lutego 2018

Rozdarcie

Krążę i nadal krążę,
Pomiędzy dwiema wyspami.
Nurt tej rzeki,
Na której żyję, dzięki której żyję,
Zmienia się nagle, bardzo gwałtownie,
Raz jestem bliżej, raz dalej,
Nawet gdybym chciał,
Tak blisko być nie mogę,
Kto mnie przyciągnię?
Swym ciepłym sercem,
Swoją kojącą
Moje nerwy, moje zmartwienia, 
Osobą.
O nie, znów nie tak,
Ponownie się oddalam.
To nie moja wina, to nie moja wina,
Wyrywam włosy z głowy.
Nie rozumiesz? Nie ja kieruję tym
W którą stronę rzeka się zwróci.
Nie wiem kiedy, nie wiem jak.
Raz jestem bliżej, raz dalej...
Odpływam, przypływam,
Gdy jestem po środku,
Och, to najgorsze jest, bo mam wrażenie
Że wybór w mojej dłoni jest, ale to tylko złudzenie,
Ale możliwość decyzji nie jest zawsze dobra,
Często mnie męczy, często miesza mi w głowie.
O, juz po wszystkim, bo znów silne fale ciągną mnie za sobą.
 

wtorek, 18 października 2016

Odpowiedz

Czuję jak przeszywający powiew wiatru muska mnie od środka. Czuję jego zimno i to jak kaleczy moje otwarte ciało. Prześlizga się tam i z powrotem, co raz bardziej drażniąc wnętrzności. Próbuję chwycić w ręce cząstki gęstych wspomnień, naszych wspomnień i wepchnąć je w tą dziurę. Staram się pozbierać w całość wszystkie te emocje, którymi dzieliliśmy się i uczucia, które buzowały w nas niczym gorąca krew. Chce zakleić nimi ten otwór na wylot, bo ostra bryza wyżłabia, jeszcze głębszą i bardziej bolesną ranę. Taplam się w tej lepkiej mazi, która kiedyś tętniła życiem i dawała nam masę szczęścia. Teraz już jest martwa, ale i tak nieudolnie, niezdarnie próbuję oblepić nią wszystkie piekące ścianki. Mimo bólu, który wywołuje maź, nie przestaję. Pomóż mi. Już chce wydobyć z siebie dźwięk, który ma przywołać Ciebie, ale zamiast tego karcę siebie za głupotę, bo wiem, że on i tak nie dotrze. Przysuwam się do tej ściany przede mną. Nieprzezroczystej, gęstej, niezniszczalnej. Biję w nią pieściami rozpaczliwie. Palące łzy spływają po policzkach. A widzę tam Ciebie, stoisz, uśmiechasz się. Jak zawsze. Twój promienny uśmiech, zawsze ogrzewał moje serce. Zawsze przytulał je kiedy było zbyt zimne. Wtedy było lepiej, uspokajałam oddech i dziękowałam światu za to, że jesteś. Dziękowałam. Powtarzam w myślach mantrę, że jesteś tak blisko, jeszcze jedno uderzenie, jeszcze jedno skrobnięcie paznokciem i już tam będę. Ale tylko wchodzi mi ta nieprzyjemna substancja, dzieląca nas, pod paznokieć, głęboko, i zaczyna boleć. Siedzę bezradnie i obserwuję cię. Tak mało nas dzieli. Z pozoru. Tak bardzo chcę tam się przedostać, rozwalić, wyrzucić, zgnieść ten przeklęty mur. Ale i tak, wiem, że nie dam rady. Kiedy przyjdziesz? Za pięć, dziesięć minut? Za miesiąc? Za rok? Mogę czekać do woli, będę na Ciebie czekać zawszę. Aż ten upiorny wiatr zniszczy mnie, aż popękam i osunę się powoli po ścianie, z krzykiem na ustach.
A jak jest u Ciebie? Czy jest Ci dobrze? Czy tęsknisz za mną?
Usiłuję to poskładać w całość, to wszystko co się zdarzyło. To wszystko co było nasze. Zaklejam, zaklejam to dziurę. Zaklejam. Mija chwila. Wszystko się rozlatuje. A ja nadal próbuję. I próbuję w nieskończoność, mimo, że już braknie mi sił. Mimo, że wiem, że to i tak nic nie da, bo przecież to niczego nie zastąpi. Bo to tylko przeszłość. Już nigdy nie będzie przyszłości. Powiedz, proszę, kiedy spotkam Ciebie i spokój, którego tak wyczekuję? Odpowiedz, odpowiedz, odpowiedz.


niedziela, 20 września 2015

08


Ta chwila zapomnienia, ucieczka od pustki... Od obrzydliwej rany, dziury na wylot... Wspomnienia, powracające nie miłe zdarzenia, przeżycia, które nie dają spokoju, budzą w nocy, zabierają oddech, znienacka, powodują drobny zawał serca... To jest najgorsze, problem w końcu zostanie rozwiązany to co po nim pozostanie jednak, będzie jak blizna, głęboka, zabliźniona rana, której nie możesz dotknąć, bo znowu zaczyna piec lub nie zostanie, a ten uraz będzie się powiększał, zadając nieznośny ból, jak wiertarka przewiercająca cię na wylot, pracująca 24 godziny na dobę...
Chwila zapomnienia... Jak ją uzyskać? Złapać niepostrzeżenie w ułamku sekundy, pomiędzy smutkiem a rozpaczą? Jak to zrobić? Oh, to nie takie trudne, wystarczą sprawne ręce, odwaga i podatność na odczuwanie bólu... bólu fizycznego. Poczuj coś co będzie tak nie do zniesienia, że przestaniesz myśleć, odpłyniesz. Pustka i smutek przestanie istnieć, nastanie era wolnego umysłu, ale... tylko na chwilę, potem będzie głód. Głód, o którym starasz się nie myśleć, głód który, wyżera ci mózg... To on staje się teraz problemem, który wierci raz po raz ogromną dziurę, tak wielką, tak bolesną, że nie dajesz rady, on staje ci na barkach... Wgniata w ziemię, wgryza się w serce... Łapiesz bez namysłu kolejną dawkę tego boskiego uniesienia, czujesz się lepiej, zapomniałeś o tym co będzie potem, o głodzie... I znowu przychodzi kolejna bezsenna noc, brak kojącego snu, przekrwione oczy wpatrzone tępo w sufit, nie możesz się ruszyć, łzy cisną się do oczu, myśli krążące wokół jednego. Ciężko oddychasz, sapiesz jak pies, wykończony sierpniowym skwarem... Wolność. Musiałeś, trudno, wpadłeś w bagno. Nie szarp się, nie rób nic pochopnie. Może... poczekaj aż cię w całości pochłonie? 


piątek, 21 sierpnia 2015

07


Opadam z sił, cicho, najciszej.
Bezszelestnie osuwam się...
Na przeznaczenia pętli wiszę.
Do podłogi przytulam się...
Wsłuchuję się w tą ponurą ciszę...
Ciało przeszywa zimny dreszcz.
Odgłosu stóp, niczego nie słyszę...
Na ziemię rozlewa się potok łez...
W duszy bardzo głośno krzyczę...
Nikt nie słyszy, nikt oprócz mnie...
Na zewnątrz z uśmiechem milczę...
Byleby tylko nikt nie dowiedział się...
Na pomoc od nikogo nie liczę...
Umieram w środku, koniec już.
Każdy oddech boli bardziej...
W kieszeni się rozkłada nóż...
Nie wytrzymam, oddycham rzadziej...
Moje ciało okrywa mróz... 


środa, 19 sierpnia 2015

06


I toniesz. Powoli jednoczysz się z dnem, nie ma pośpiechu. Niczym piórko na tafli wody, nieśpiesznie opadające, ty dryfujesz, lekko się zanurzając. Leżysz na wodnym materacu, spoglądając na gwiaździste niebo, a minuty się dłużą i dłużą... Rozmyślasz nad tym wszystkim. Czujesz spokój i jednocześnie pustkę w głowie, w sercu, wszędzie... Dostajesz gęsiej skórki, jest zimno, potwornie zimno, ale ty tego nie czujesz. Jesteś za bardzo pochłonięty tym błogim odrywaniem się od świata, od wszystkich zmartwień. Fale delikatnie muskają twoją twarz, przymykasz oczy... Oddychasz głęboko tym czystym, świeżym powietrzem. Wspaniałe uczucie. Starasz się jak najbardziej, aż po same brzegi wypełnić nim swoją duszę, tak jak napełniasz powietrzem płuca, już trochę zmęczone. Twarz powoli się zanurza. Policzki pochłania, spokojna, a jakże zabójcza woda... Całe ciało, jakby martwe, wsysa woda... Już tylko nos wynurza się poza przezroczysty płyn. Nienerwowo łapiesz i wypuszczasz nim powietrze. Niestety, a może i ''stety'', tracisz kontakt ze wszystkim co znajduje się poza wodą, również z życiodajnym powietrzem...
Stało się... Możesz się wynurzyć, dając sobie jeszcze jedną szansę, ale... Po co? To tak przyjemne uczucie, trudno w to uwierzyć? Przecież powoli... gaśniesz. Ale czy gaśnięcie zawsze musi być źle odbierane? Jesteś pochłaniany... Dusisz się... Stajesz się coraz bardziej siny. Obraz jest zamazany.
Płuca już przestały działać. Wyrok został wydany, a następnie wykonany... Na sobie. 


niedziela, 16 sierpnia 2015

05

Nie lubię ludzi fałszywych.
Zresztą kto ich lubi.
Nóż wbiją Ci w plecy,
a potem oczekują przysługi.

Uważaj na nich.
Rozglądaj się bacznie.
Oni są podstępni.
Czekają aż zaśniesz.

Wtedy jak najciszej,
będę się skradać,
by nad rankiem
wiele bólu Ci zadać.

Kryją się za uśmiechem.
Trudno ich rozpoznać.
W głowie knują plan
jak Cię wykorzystać.



piątek, 14 sierpnia 2015

04

Jeden błąd i wpadasz przypadkowo do czarnej rzeki. Jej mroczny nurt porywa Cię, mimo że walczysz o przetrwanie z całych sił. Szamoczesz się w ciemnym, gęstym płynie, próbujesz zawracać. Twoje wiotkie ciało i silna wola jest niczym w porównaniu z takim przeciwnikiem. Woda nalewa Ci się do ust, uszu i nosa. Pokrywa Cię całego, niczym druga skóra. Krzyczysz najgłośniej jak potrafisz, jest to najbardziej żałosny odgłos jaki z siebie wydałeś kiedykolwiek, ten rozpaczliwy wrzask. Przerażający widok. Lecz oni idą dalej, nikt się nie odwraca. Wiedziesz za nimi rozczarowanym, zdołowanym wzrokiem. Nawet nie zauważyli, że Cię przy nich nie ma. Materia jest zbyt gęsta, aby się z niej wydostać, niemal wsysa Cię do środka. Przestajesz walczyć. Nadzieja odeszła, pomachała na do widzenia. Płyniesz otoczony przez mrok z każdej strony, nie znasz końca tej podróży... Czasami nie mamy aż tyle siły, by się wynurzyć, wtedy dajemy za wygraną.


czwartek, 13 sierpnia 2015

03


Szansa. Jedna jedyna szansa. Wyobraź sobie to. Wszystkie te niewybaczalne pomyłki mogą odejść w niepamięć dzięki niej. Jak ją wykorzystasz? Czekaj! Zastanów się. Weź głęboki oddech. Właśnie teraz układasz sobie lepszy plan na przyszłość. Lepszy? To zależy tylko i wyłącznie od twojego wyboru. Podejmij decyzję. Możesz ją odrzucić, nic nie zmieniać. Możesz zapomnieć o niej, zapomnieć o tym, że kiedykolwiek ją dostałeś. Nie zrobisz tego, wiem. Za bardzo kusi, niczym kocimiętka. Zbyt słodka, zbyt wspaniała, aby z niej zrezygnować. A więc czy dokonasz odpowiedniego wyboru? Tętno się podnosi, serce szybciej bije, jest na skraju wytrzymania, ten stres, wykańcza cię. W głowie kotłuje się zbyt wiele myśli, to cię przerasta. Tracisz oddech... Pocisz się... Stop! Już nie ma odwrotu, miałeś jedną szansę.  

gif photography truth girl quote Black and White tumblr sad quotes ...

środa, 12 sierpnia 2015

02


Uśmiech jest jak lekarstwo na wszystko.
Wiem to banalne.
Ale czy to nie najprostsze rozwiązania
są najlepsze?
Najmniej skomplikowane,
pstryk i już masz.
Wystarczy tylko rano
wcisnąć ten magiczny guzik
w samym środku duszy.
Z pozoru, gdy jesteś podminowany
wydaje się to trudne, ale nie jest.
Pomyśl, czy nie lepiej mieć
od rana dobre nastawienie,
niż od razu po przebudzeniu
myśleć, że nic dzisiaj nie osiągniesz?
Przetestuj produkt ''uśmiech''.
Gwarantuję Ci, że nie pożałujesz.
Zwrotów nie przyjmujemy. 


Tak dla odmiany pozytywnie, w końcu są wakacje :)

wtorek, 11 sierpnia 2015

01


Czy wiesz co to za uczucie,
wypalające od środka
bezdenną pustkę?
Czy wiesz co to za uczucie,
gdy umykają ci sekundy życia?
Bezpowrotnie...
I ta bolesna świadomość, że
nic wartościowego
nie zrobiłeś w czasie tej niepozornej
sekundy...
Chcesz się napić herbaty,
lecz ręka opada bezwiednie,
pragnienie się wzmaga...
A ty nic nie możesz z tym zrobić...
Czy znasz to uczucie?
Tak bardzo tęsknisz za
chwilami kiedy nie byłeś sam, i...
byłeś szczęśliwy z tego powodu.
One już nie wrócą, wiesz?
Nie rycz, nic z tym nie zrobisz.
Zaakceptuj to, nie masz
innego wyjścia.
Teraz gdy wokół ciebie
pojawiają się ludzie,
masz ochotę się wyłączyć,
nie rozmawiać z nikim.
Ale.. co się stało?
Przecież tak bardzo chciałeś
mieć kogoś koło siebie.
Samotny, nie samotny,
samotny, nie samotny.
Zdecyduj się w końcu.
Skupiasz wzrok na tej
zielonej ścianie przed tobą,
nie jesteś leniwy,
chcesz, ale nie możesz.
To przykre. 
 

sobota, 19 lipca 2014

''Krzyk''

Płynne przejście z błogiego spokoju w emocji żar...
Wypowiedzenie wojny wszelakim przeciwnością...
Oto jest właśnie krzyku czar...
Pozwala dym z płuc uwolnić, wygrać ze zbędną złością... 

Lepiej wyciągnąć z gardła tę plątaninę myśli...
Niż dusić ją w sobie, aby zgniła w cierpieniu...
Niech stanowczy głos swą klatkę opuści...
Wykrzyczę wszystko w oka mgnieniu...

Wodospad myśli uderza w ludzi nieświadomych...
Obala stereotypy i fałszywe racje...
Nie należy pochwalać przemyśleń tłumionych...
Dla tych odważnych zasłużone owacje...

Wykrzyczę wszystko co leży na sercu...
Zbezczeszczonym, połamanym i krwawiącym...
Stanę na posępnym, mrocznym kobiercu...
Aby wypluć potok słów gorący...

Wyzionę zimnego ducha jeśli będzie trzeba... 
Wyrzucę to z siebie raz a dobrze na zawsze...
W rytm groźnych wibracji wszystko wyśpiewam...
Olejem z mych myśli was namaszczę...

Otwórzcie umysły na moje przesłanie...
Wysłuchajcie tego co chcę wam przekazać...
Wiem, że nie ma sensu o słuchaczy błaganie...
Niech słucha ten kto uwagą potrafi się wykazać...



Gifza

sobota, 5 lipca 2014

''MISJA''

Cześć.


Tytuł posta jest zarazem tytułem bardzo ciekawej książki, o której co nieco Wam opowiem. Autorem ''MISJI'' jest Michel Desmarquet. Opowiada ona o ponoć prawdziwej ''przygodzie'' przeżytej przez samego autora. Na pierwszy rzut oka wydaje się być utworem, w którym zawarte są wydarzenia fikcyjne, lecz od samego początku autor przekonuje nas, że opisuje to co wydarzyło się naprawdę. Ja nie mam zdania na temat wiarygodności tej książki, ale jestem przygotowana na to, że takie istoty oraz miejsca jakie są przedstawione w niej mogą istnieć, ponieważ wszechświat jest nieskończony i wszystko może się wydarzyć. Nigdy niczego nie możemy być pewni w stu procentach. Jeśli chodzi o lekturę - tego, że jest to rzeczywiście wiarygodna opowieść, ale też tego, że jest to wymysł autora.
Tak więc przejdę do krótkiego opisu oraz recenzji.


Mamy tutaj do czynienia z dość niezwykłym utworem, zapewne większość z Was stwierdzi, że to wszystko co jest przedstawione w nim mija się z prawdą, ale być może jest to złudne przekonanie. Myślę, że nie da się tej książki logicznie wytłumaczyć, mimo to jest warta przeczytania.


Opowieść rozpoczyna się w ogródku autora. Tam zostaje ''wciągnięty'' do świata równoległego. Poznaje interesującą postać - Thao. Nie wiem do końca czym jest ta postać, wiadome jest jednak, że wygląda jak człowiek, przypomina kobietę, potrafi mówić w ojczystym języku Michela - po francusku, ma też oczywiście swoją własną mowę, nie jest ani kobietą ani mężczyzną oraz, że jest znacznie większa od ludzi. Na początku Michel jest wystraszony i zaskoczony tym co właśnie stało się przed jego domem, potem trochę się uspokaja, gdyż Thao wyjaśnia mu w jakim celu został sprowadzony do tak osobliwego miejsca. Został bowiem wybrany do tego, aby poznać ''prawdę'' o wszechświecie, śmierci i innych zaskakujących miejscach, zjawiskach oraz istotach. Thao jest bardzo przyjazną osobą, uzmysławiającą mu w przystępny sposób wszystkie niezrozumiałe fakty. Michel dobrze się przy niej czuje, mówi, że bije wręcz z niej taka przyjazna aura. Po wykładzie dotyczącym wiadomości, których nie posiada człowiek wybierają się wspólnie w podróż po wszechświecie, czyli miejscach, nieznanych ludzkości. Lecą, zamknięci w dwóch kabinach, umieszczonych w czymś co można nazwać statkiem kosmicznym, choć na to nie wygląda. ''Statek'' porusza się w szybszym tempie niż światło. W książce jest zamieszczony obrazek, na którym ten obiekt przypomina wielkie jajo. Obrazki są w niej czarno-białe, gdyż nikt nie zdołałaby odzwierciedlić tych barw okalających ''statek'' oraz samą Thao. Wracając do bohaterów: Michel niedługo potem otrzymuje dawkę ''leków'', dzięki którym ''wychodzi'' ze swojego bytu fizycznego, oczywiście nie na zawsze i w dobrym celu, przemieniając się w ciało astralne, czyli tak jakby ducha. W istocie jest niewidzialny i posiada zdolność przechodzenia przez ściany. Thao natomiast przejmuje stery nad statkiem, dołączając tym samym do swoich towarzyszek, podobnych do niej samej. Rozmawiają w dziwnym języku, którego nie może zrozumieć Michel. Na ekranach, przed którymi siedzą ''pilotki'' widać planety oraz tereny, które Michel widzi po raz pierwszy, przez co jest zszokowany. Nagle autor zauważa jak od ogromnego statku odłączają się jego znacznie mniejsze kopie, które lecą w stronę miejsc pokazanych na pulpitach. Po kolei z każdego wychodzi rura. Jedna ląduje w rzece, inna na pustyni, a jeszcze inna bóg wie gdzie... Wszystkie obiekty otacza wielka chmura kurzu. Uwagę Michela zwrócił budynek, z którego wyszedł ogromny karaluch.

To jest jedynie streszczenie fragmentu ''MISJI''. W książce jest poruszanych wiele interesujących tematów, takich jak: Homoseksualizm - temat, który od zawsze dzieli ludzi, hałas - czyli jak np: głośna muzyka wpływa na nasze ciało astralne (niestety ja uwielbiam ostre brzmienia, więc pewnie moje ciało astralne jest bardzo zniszczone :c), wyższa jaźń - czyli coś jeszcze bardziej duchowego niż wspomniane wcześniej ciało astralne, coś na wzór umysłu, który jest poza naszym ciałem fizycznym oraz wiele, wiele innych...

Gorąco polecam tę książkę!

https://www.goldenplanetforum.com/library/arafura_publishing/image/a9p_book_cover_en.jpg  http://ecx.images-amazon.com/images/I/51NEEY2FYFL._SY344_BO1,204,203,200_.jpg

Warto zapoznać się z tym tytułem, ponieważ odkrywa niewyobrażalne aspekty życia we wszechświecie.
Lektura tego utworu była dla mnie naprawdę przyjemna, ponieważ interesują mnie te tematy.

Do napisania :)

Gifza

niedziela, 15 czerwca 2014

''Teraźniejszość''


Skaczesz ze stalowych parapetów, jak ze skoczni wysoko umieszczonej nad basenem. Wychylasz się z balkonu, jak z tarasu widokowego w górach. Umyślnie wpadasz pod samochody, niezwyciężonych rycerzy mroku, skaczesz na zimny beton w deszczową noc, tak samo jak dziecko skaczące w kałużę. Wiążesz pętlę, a gruby sznur przyczepiasz do rusztowania na strychu, masz zamiar się na nim huśtać tak długo, aż gardło ściśnie brak tlenu. Rozcinasz niebieskie nitki, śpiące pod plastyczną skórą, zimnym ostrzem, tak samo jak rozcinasz taśmę, pokrywającą paczkę od kuriera. Połykasz kolorowe pastylki i tabletki, bierzesz je garściami, tak jak kiedyś ze smakiem zjadałaś owocowe cukierki. Czy to nie przypomina codziennej, dziecięcej rutyny? Tak. W takim razie dlaczego robisz to teraz z o wiele większym trudem skoro wykonywałaś te czynności już tysiąc razy? Nie wiem. Jedyną różnicę stanowi fakt, że robisz to w innym celu, nie skaczesz przecież do normalnego basenu, pływa w nim bowiem inny gatunek ryb - bloki, nie podziwiasz malowniczych, górskich widoków, podziwiasz grunt, z którym zamierasz się zjednoczyć, nie wpadasz beztrosko w kałużę, wpadasz, ale nie beztrosko, z przymusu, pod koła, nie huśtasz się na huśtawce, to specyficzna huśtawka, siedzenie w niej jest umieszczone bardzo wysoko i jest bardzo małe, możesz je tylko obwiązać wokół szyi, nie rozpakowujesz paczki, dostarczonej przez kuriera, rozpakowujesz paczkę, w której zamknięte są emocje, a dostarczyli ją ludzie, nie zjadasz owocowych cukierków, z trudem przechodzą ci przez gardło przedawkowane tabletki, nie jesteś pozbawiona strachu, jesteś do tego zmuszona, jeżeli jesteś zdesperowana już nie powtórzysz tych czynności, lecz jest coś co łączy te dwie strony robisz to ponieważ chcesz byś szczęśliwa. Spójrzmy prawdzie w oczy. Nie jesteś już małym dzieckiem. A życie to nie zabawa. Powiedz, czy jako szkrab byłaś przepełniona radością podczas skakania w kałużę, czy miałaś wymalowany uśmiech na twarzy, gdy twoje ubranie nasiąkało wodą? Tak? A więc, czy teraźniejsza ty, jest przepełniona radością podczas skakania w kałużę, rozlaną na ulicy, czy masz wymalowany uśmiech na twarzy, gdy widzisz światła samochodu, gdy czujesz jak chłodny metal dotyka twojej skóry, gdy słyszysz dźwięczny pisk opon, gdy twoje ubranie nasiąka krwią? Reasumując obie te czynności tak bardzo podobne do siebie, sprawiały i sprawiają ci tyle samo radości? W rzeczy samej, proszę Państwa, o to są dwie strony medalu. Obie czynności sprawiają tyle samo radości. Jako dziecko nawet nie myślałaś o tym, że zwykłe skakanie w kałużę, na pozór zwyczajne huśtanie na huśtawce będzie inspiracją do tego, żeby wykorzystać te umiejętności w innym celu. W złym celu? Nie.  

''Umiera się nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej'' - Paulo Coelho.  

 

 

niedziela, 8 czerwca 2014

''Drżę''


Całe ciało, od obolałej głowy, aż po czubki zdrętwiałych palców u lodowatych stóp drży. Drży coraz bardziej. Z każdą nanosekundą coraz bardziej. Szczęki mocno się zaciskają, przywierają do siebie. Prezentują starannie wyszorowane zęby z rana, przygotowane na obnażanie na forum publicznym. Zsiniałe usta tworzą łuk, kąciki sztywno ustawione są ku górze. Trwam w tym rytuale, w bezruchu. A jednak... Szczęka wykonuje minimalne posunięcia. W górę i w dół, w prawo i w lewo. Zęby w wyniku tego działania ocierają się o siebie, zdzierając sobie nawzajem szkliwo. Słychać dźwięczny zgrzyt za zgrzytem. A jednak... Fioletowe wargi również bojaźliwie podrygują. Nie mogą wytrzymać. Nie widać tego z daleka - ''Co za ulga. - myślę''. Zaciskam, usztywniam, wbijam zęby w zęby, zgrzytam nimi aż nazbyt. Odwracam wzrok. Nikt nie może ujrzeć tego co kryje się w tej głębi. Oczy są zwierciadłem duszy, niestety. Gęsta grzywka opada na czoło i odrobinę niżej. Zakrywa to co powinno zostać ukryte, nigdy jej nie zetnę. To zabawa w ''chowanego''. To schron dla moich luster, w których ludzie lubią się nadzwyczaj przeglądać. Do woreczków łzowych napływa woda. ''Stop, stop, stop!!! - krzyczę, jak głupia sama do siebie, a może do moich oczu? Jedynego prawdziwego kawałka mnie? Wariatka''. Powstrzymuję wodospad, hamuję nieuniknione zachowanie moich ślepi, którego przyczyną jest ból. Ból fizyczny? Nie. To pestka. Zwierciadła zaczynają lśnić, pokrywa je przeźroczysta powłoka z ciekłej masy, trochę oleistej. Nie może spłynąć na moje policzki, nie ma prawa. Jeżeli to zrobi zwrócę na siebie uwagę, chcę tego uniknąć, zrobię wszystko, żeby tylko do tego nie doszło. Rzęsy stają się ciężkie, je też pokryła mokra maź. Darmowa kąpiel w uwolnionych emocjach, złych emocjach. Brew nerwowo drga. Nie panuję nad tym. Przesuwa się a to w górę, a to w dół. Pięści zaciskają się na bezbronnym ubraniu. Sprawia to wrażenie wyżymania zbędnych kropel wody. Zważmy jednak, że teraz ma to odwrotne działanie, to ja nasączam moje ubranie wodą, a właściwie potem. Pocę się. Tkaniny nasiąkają płynem, który wyraźnie mówi ''denerwuję się''. Z okolic szyi i nadgarstków dochodzą odgłosy skrzypienia kości. Przyciskam kolana i uda raz po raz mocniej do siebie. Łapię kilka głębokich oddechów. Oddycham. Od środka eksploduję. Staram się uspokoić, ale powietrze wcale nie daje ukojenia, gromadzi się w jamie ustnej i przełyku, utrudniając mi łapanie tlenu w płuca. Coś drapie tchawicę, prawdopodobnie kawałek paznokcia, który przed chwilą obgryzłam. Wstrzymuję oddech. Kręci mi się w głowie. Nie, to też nie działa. Obraz oddala się i przybliża i wiruje... Brzuch zaczyna dawać się we znaki. Łapie kolka oraz skurcze. Chce mi się wymiotować. Czuję krew w buzi. Zaczynam mieć odruchu wymiotne. Zakrywam spoconą dłonią zsiniałe usta, zimne niczym lód. Cicho kaszlę. Nogi wyginają się w niezrozumiałych kierunkach. Serce mocniej bije. Chwytam się za nie druga ręką. Za chwilę wyskoczy mi z piersi. Tętno się podwyższa. Serce bije, zwiększa obroty, zwiększa, zwiększa i zwiększa. Na liczniku stówa. Cały świat kołysze się przed oczyma. Powieki powoli opadają. Wstaję. Słyszę rozmowy, jak przez ścianę. Chwiejnym krokiem idę w stronę ludzi. Nie wiem dlaczego. Te spojrzenia... Nie daję rady. Przecież chciałam ich uniknąć i pytań ''Co Ci jest? Co się dzieje?''. Nie wasza sprawa do cholery! Upadam na ziemię. Czemu nie mogę oddychać?! Łapię resztki powietrza, siorbię je jak ostatki napoju przez słomkę, skrobię je jak biały tynk ze ścian. Próbuję najeść się nim do syta. Czuję wszystkie pulsujące żyły na moim ciele. Czemu jestem taka zimna?! Trzęsę się jak osika. Czuję się tak jakbym przebiegła właśnie maraton, nie mogę złapać tchu. Całe ciało, od obolałej głowy, aż po czubki zdrętwiałych palców u lodowatych stóp drży.  

środa, 4 czerwca 2014

''Maska''

Ukrywam się za załganą, nieszczerą, fałszywą maską, na której lśni radosny uśmiech, wymalowany od ucha do ucha. Ukrywam się za szklanym parawanem, tworzę grę pozorów, przez ten dwulicowy kryształ widzę ludzi. Nienawidzę ludzi. Ukrywam się za mętną powłoką, tak aby mnie nie zauważyli, za zaciemnioną szybą od ich strony, tak na wszelki wypadek. Nie akceptują tego co kryje się pod tą zwodniczą skórą. Nie akceptują mnie. Tak, obchodzi mnie ich zdanie. Tak, boję się odrzucenia. Tak, nie chcę być sama. Fobia przed odosobnieniem zawładnęła mną, niczym nieskomplikowaną marionetką, którą można potrząsać i przymuszać i dyrygować nią i kopać i rzucać... Wykonuję wszystkie niedorzeczne komendy, na głupi gwizd i zawołanie, staję na obolałej głowie. Chcę się dopasować. Przewracam się, lecz wstaję, by dalej podlegać tym absurdalnym poleceniom,  wydawanym przez tych, którymi gardzę. 
Kocham moje obłudne twarze, chroniące mnie przed światem i jego złem. Ono mnie nie dotyka, w pewnym stopniu. Gdy zdejmuję moją kamizelkę przeciw-bólową stykam się z tym co powinno mnie ominąć. Inni walczą, są odważni, potrafią stawić czoła wszelkim niepowodzeniom i przeszkodom, utrudniającym im życie i dotarcie do celu. Ja? Ja nie potrafię... Jestem niezdarą, jestem niepotrzebna, jestem za słaba, by przetrwać. To survival. Wyścig szczurów. Wypadam z gry.  
Potrafię grać tylko w jedną grę... Grę pozorów. Odwaga - cecha, która nigdy nie będzie mi dana. Ludzie mają wady i zalety na równi. Nie mają jedynie wad. Ja jestem człowiekiem. Wyjątkiem, w którym wady zajmują miejsca zalet, zgniłych i pogrzebanych. Właśnie odprawiam ich pogrzeb, ubierając przepiękne odzienia, rozmaite twarze, które zawsze są szczęśliwe, w rzeczywistości nadal pragnę pławić się wśród samych superlatyw. Mam dosyć tych wrogich spojrzeń, tych słów ostrych jak kły...  Uśmiecham się, udaję, że jest dobrze, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, że żadne nieszczęście mnie nie dotyka... W duchu płaczę... Łzami lejącymi się litrami, rzewnymi diamentami... Następnego dnia znowu jestem ''nie sobą''... Zataczam błędne koło... Udaję kogoś kim nie jestem. Moja maska przyrosła mi do twarzy... Nie potrafię bez niej żyć... Wiązka świadomości przeszywa mnie na wylot. Okłamuję innych, okłamuję siebie. Fałszywe ubranie, prawdziwe wnętrze schowane... głęboko, głęboko w otchłani zdarzeń, wspomnień, które wracają, wracają i wracają... Nie dając ani chwili wytchnienia, ani sekundy spokoju... gdy zdejmuję to co daje mi tak wielkie poczucie bezpieczeństwa... To co utrzymuje ład w mojej duszy i nie tylko... Wszystko się wali. Wszyscy źle mnie odbierają. Nie zmienię się. Nigdy. Jestem aktorką. Kocham moje... Maski.  

 

wtorek, 3 czerwca 2014

"Te słowo"


Czasami nie potrafisz poprawnie zdefiniować jakiegoś słowa, bo tak na dobrą sprawę ono nie ma dla Ciebie żadnego znaczenia, próbujesz je wyprzeć z pamięci, nie chcesz o nim słyszeć i w rezultacie zapominasz co ono oznacza. Jest bezużyteczne, nigdy go nie możesz  użyć, nie chcesz go wypowiadać, ponieważ nie pasuje, przypomina puzzel, który nie łączy się z innymi odłamkami w spójną całość, to w końcu twoje puzzle, ty decydujesz o tym jak je ułożysz. Gdy je słyszysz chce Ci się płakać i krzyczeć na przemian, zbyt dobrze wiesz co to jest cierpienie, innymi słowy odbiera ono chęci do dalszego funkcjonowania na tym świecie. Na skutek usłyszenia tego wyrazu wracają wszystkie przykre wspomnienia do domu, zwanego pamięcią. Powoduje bezdech, ucisk w gardle, dreszcze, mrowienie, wbija w głowę, i tak zmęczoną od codziennej rutyny, setki szpilek, dosypując tym samym do świeżej rany soli, wyrywa serce, bijące stanowczo za słabo, mrocznymi szponami, do serca przyczepione są wiązadła, symbolizujące to co ukrywasz w środku. Przywołuje chęć zniknięcia i pozostawienia za sobą tylko chłodnych uczuć w stosunku do niego. Nie możesz mówić, zimny pot pojawia się na pulsujących skroniach, rani Ciebie ostrym językiem, zadaje nieznośny ból. Zmywa spokojny sen ze zmęczonych powiek. Zostaje ogromna blizna. Blizna nie znika. To tak jakby skrzynia owinięta kolczastym drutem, w której nie ma skarbu, zamknięte są tam wszystkie Twoje krzyki rozpaczy. Ludzie mają do niej klucz. Są bezwzględni. Mogą go użyć w każdej chwili. Gdy to zrobią, ten wyraz, którego tak nienawidzisz będzie dzwonił Ci w uszach do końca Twojego nędznego życia. Nie wytrzymasz. Nie będziesz chciała już tego słuchać, o tym myśleć, to czuć. Alkohol oraz środki odurzające nie będą już oceanem bez dna dla twoich smutków. Nie będziesz chciała, ale będziesz zmuszona zakończyć tą historię.   
Przyjaciel - nie potrafię powiedzieć co oznacza to słowo.  To boli, gdy wszyscy się od Ciebie odwracają...  










piątek, 16 maja 2014

''Lustro''

Patrzę w lśniące lustro. 
Widzę na nim kłamstw mnóstwo. 
Nie takie właśnie bóstwo, 
jakie sobie wymarzyłem. 
Ogarnia mnie ubóstwo. 

Wiem, że szczerością nie grzeszę. 
Przy ludziach się peszę. 
W ogóle się nie cieszę. 
Może za chwilę się zawieszę. 

Pójdę spać, by przemyśleć wszystko. 
To dzieje się tak szybko. 
Odcinać się jest brzydko, 
ale co poradzę, ustawić się trzeba, zrób to! 

Ref: 
Lustro jest zwierciadłem duszy. 
Strzela z kryształowej kuszy. 
Wszystkie pozytywy suszy. 
Bycia sobą uczy. 
Ogarnij się człowieku,  
tak w głowie mruczy, 
a gdy to olejesz, do  
psychiki przenika i tam huczy. 
Zakładania maski oduczy. 

Jak liść spadający z drzewa, 
ta myśl powiewa. 
Każdy takie coś czasami miewa, 
że wszystkie superlatywy rozwiewa. 

Lecą razem z wiatrem. 
Są jakby martwe, 
ale do użytku zdatne. 
Złapać je gdzieś, by 
na zdmuchnięcie nie były podatne. 

Tylko zdejmij tą fałszywą skórę, 
a staną za tobą murem. 
Nie bądź gburem. 
Pokonaj przeciwności, 
jeśli masz pod górę. 

Ref: 
Lustro jest zwierciadłem duszy. 
Strzela z kryształowej kuszy. 
Wszystkie pozytywy suszy. 
Bycia sobą uczy. 
Ogarnij się człowieku,  
tak w głowie mruczy, 
a gdy to olejesz, do  
psychiki przenika i tam huczy. 
Zakładania maski oduczy.

czwartek, 1 maja 2014

''Magia słowa''

''Magia słowa'' 


Otwieram oczy. 
Rzeczywistość za mną kroczy. 
Strumień świadomości  
Moje myśli teraz moczy. 
Pali marzenia niczym 
Oddech smoczy. 

Bezwzględne usta, 
Wypowiadają słowa, 
Które nie wpadają 
W moje gusta. 
Między szarymi 
Blokami miasta, 
Widzę: Światła 
Wiązka jasna. 

To nadzieja na to,
Że życie się dobrze potoczy. 
Patrzy prosto w moje oczy. 
Mam wyraz twarzy sroczy, 
Chciwy i ochoczy. 

Chcę dotknąć jej. 
Obudzić się jutro w niej. 
Poczuć odnowiony 
Stan myśli mojej. 
Pragnę pozbyć się 
Głupoty nieswojej. 

Uderzają we mnie 
Ambicji pioruny. 
Słyszę dźwięk 
Uspokajającej struny. 
Łączą się dwa  
Odległe bieguny. 
Jestem na dnie 
Błogości laguny. 

Biegnę w stronę światła. 
Rzeczywistość nie jest 
Taka łatwa. 
Logiczna i wątła. 
Wyobraźnię i magię rapu, 
Wrzucę do jednego kotła. 

I tak nagle dostaję olśnienia. 
Chęć charyzmy płomienia wzniecenia. 
Ze sobą czegoś zrobienia. 
Przyjemność jaką czerpię z tworzenia. 

Skrzydeł dostaję. 
Prosty przekaz uznaję. 
Teraz wszystko czaję. 
W nieprzerwanym 
Transie nadaję. 

Słowa łączą się w całość, 
Tworząc doskonałość. 
To o szczegóły dbałość 
Oraz wybujałość.  

Mów to co chcesz. 
Manifestuj siebie, 
Z nikim się nie mierz. 
Temat masz, 
Na papierze solówkę grasz. 
Cały świat jest nasz! 

Mów o problemach. 
O ludzkich dylemach. 
O na sercu ciężkich kamieniach. 
O okrutnych pomówieniach. 

Kieruj się własną pasją. 
Niekłamliwą sesją. 
Zajmij się swoją emisją 
I prywatną wizją.

Gifza 

http://files.moblo.pl/0/8/52/85292_rap.jpg

wtorek, 29 kwietnia 2014

''Stereotypy''

''Stereotypy'' 



  
Szara masa trze chodniki. 
W umyśle skowyt dziki. 
Zakodowane sztuczne uniki. 
Ludzie jak podatne 
Na kopnięcie kamyki. 

Przeszkody jak na wertepach. 
Strach przebija człowieka. 
Rodzisz się, stereotyp czeka. 
Oryginalność gdzieś ucieka. 

Boisz się co powiedzą inni. 
To oni są sobie winni, 
Że nie byli tacy zwinni, 
By pójść własną drogą, 
Bo byli zbyt naiwni. 

Schemat trzyma istotę. 
W głowie tworzy głupotę.  
Nie będzie czasu potem, 
Aby zmienić to z powrotem. 

Nie idź na ugodę, 
Aby mieć wygodę.  
To nie znaczy 
Mieć swobodę. 
Nie taką masz urodę.

Wpajają durne tezy, 
Nieprawdziwe hipotezy, 
Łatwo przyswajalne srezy. 
Gadanie pozbawione wiedzy. 

Teraz słuchaj człowieku. 
Zażyj szybko tego leku, 
Jakim jest szaleństwo 
Młodego wieku. 
Nie ograniczaj się  
Do cichego jęku. 

Zacznij trybić. 
W życiu nie chybić. 
To ludzkość trzeba winić. 
Dobry pomysł 
Na byt rozkiminić. 

Oryginalność to podstawa, 
Nie mówi tego żadna ustawa. 
Życie to po trochu zabawa. 
Nie pędź na komendę, powaga. 

Bądź wolny jak kot. 
Wskakuj na swojski płot. 
Na własną ścieżkę zwrot. 
Różnych myśli splot. 

Zawsze sięgaj po Swoje. 
Po obfite w inwencję napoje. 
Po bujnej wyobraźni zwoje. 
Chwytaj marzeń mieszkankę, 
Aby Twoje życie 
Było na serio Twoje. 

Wyciągaj wysoko ręce. 
Bo wiem, że chcesz więcej. 
Po ambicje, do zbioru 
Myśli, w podzięce. 
Bo wiem, że jest takie miejsce 
Gdzie nie będziesz 
Stał w rządku na prostej kresce.

Gifza 

http://pl.memgenerator.pl/mem-image/zniszczmy-stereotypy-pl-ffffff